Jak przygotowywana „ustawa antylichwiarska” wpłynie na dostępność i cenę usług pożyczkowych dla klientów? O tym podczas Kongresu Lendtech w Warszawie debatowali liderzy branży pożyczkowej. „Obecny kształt uregulowań to  realne ryzyko, że klienci będą musieli szukać, gdzie zastawić swój przedmiot, ponosząc wysokie koszty alternatywne. Albo będą musieli pożyczać pieniądze z miejsca, z którego nie chcą pożyczać i gdzie ten dług jest bardzo trudny do spłacenia” – ocenia Jerzy Kachnowicz, prezes CreamFinance Polska, właściciela marek Lendon.pl i ExtraPortfel.pl

„Za dużo, żeby umrzeć. Za mało, by żyć”

Próby restrykcyjnego ograniczenia pozaodsetkowych kosztów finansowania mogą doprowadzić do tego, że prowadzenie działalności pożyczkowej będzie w Polsce nieopłacalne.

„Cap 10+10 to – mówiąc obrazowo – może trochę za dużo, żeby umrzeć, ale na pewno za mało, żeby żyć. Pod znakiem zapytania stawia to w ogóle zasadność prowadzenia tego biznesu w Polsce. Nawet jeżeli będzie on wychodził na zero, to właściciele zachowają się racjonalnie. Bo jaki jest sens takiego funkcjonowania w Polsce, podczas gdy można prowadzić go w innych krajach o pewniejszym legislacyjnie rynku?” – pyta retorycznie Jerzy Kachnowicz z CreamFinance Polska (globalnie holding jest w trakcie rebrandingu na AvaFin).

CreamFinance, międzynarodowa grupa fintech działająca od 2012 roku, świadczy usługi na pięciu rynkach w Europie i Ameryce Północnej.

Obecny górny pułap to głównie teoria?

„Branża pożyczkowa podzieliła się. Są firmy, które mają ceny na poziomie 10, 13, 16, 19, czy 20%. Jedne firmy zdecydują się obsłużyć klientów bardziej ryzykownych z punktu widzenia perspektyw na spłatę i za to muszą dostać nieco większą marżę, dzięki czemu ci klienci też są obsłużeni. A inne podmioty powiedzą, że tych klientów nie przyjmą – przyjmą tylko tych najlepszych, starając się ich skusić ceną. To, że dzisiaj cap wynosi 27,5% na 30 dni oraz 55% na okres roczny nie oznacza, że firmy tyle biorą. Po pierwsze mówimy o cenie nominalnej, a to ważne rozróżnienie. Sam jako badający rynek klient firm pożyczkowych nie spotkałem takiej, która po pół roku by mnie solidnie nie zrabatowała. Zatem nominalna cena 27% obniża się wówczas jeszcze o 30-40%” – tłumaczy lider polskiego oddziału CreamFinance.

Branża pożyczkowa nadzoru się nie boi

Liderzy rynku pożyczkowego nie mają natomiast obaw przed zapisami dotyczącymi nadzoru KNF.

„Chyba żadna poważna firma się tego nie boi. To jest coś normalnego, dostosujemy się. Jesteśmy podmiotami rejestrowanymi, posiadamy licencje, współpracujemy z firmami windykacyjnymi, BIK-ami i innymi licencjonowanymi podmiotami. Każda z naszych firm była rejestrowana w KNF-ie. Jesteśmy sprawdzani, poddawani audytom i jesteśmy na to gotowi. Chcielibyśmy natomiast móc po prostu prowadzić biznes” – podsumowuje Jerzy Kachnowicz.

0
Udostępnień
Google+

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *